niedziela, 17 maja 2015

ROZDZIAŁ 03 "TAK BARDZO CIĘ KOCHAM."

 * Z dedykacją dla: Nataa *

- Violka! Zamieszkaj ze mną! - Ja wytrzeszczyłam oczy.
- Nie! Ludmiła, nie ma takiej opcji!
- Ale nie możesz mieszkać tutaj! - Skrzywiła się. - Przecież jesteśmy przyjaciółkami. Musimy sobie pomagać.
- Nie mogę. Nie chcę się narzucać... Ty przecież mieszkasz z Fede. Będę Wam tylko przeszkadzać!
- Słuchaj, Federowi to nie będzie przeszkadzać. Naprawdę chciałabym, żebyś ze mną zamieszkała.
- Ale Lu...
- Żadne 'Ale..', jeśli nie zamieszkasz ze mną, to wyciągnę Cię z tego domu siłą. Ja muszę już lecieć do domu, ale jutro widzę Cię tutaj z walizkami! Jasne?
- Jasne... - Blondynka wychodziła z mieszkania. - Hej, Ludmiła! 
- Co?
- Dziękuję... - Przytuliłam mocno moją przyjaciółkę, która oddała mój uścisk.
- Nie ma za co. 
- Tak bardzo Cię kocham. - Kiedy Lu wyszła, spojrzałam na zegarek -23.30 Idealnie... Wzięłam szybki prysznic i z uśmiechem na twarzy odpłynęłam do krainy morfeusza.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Ludmiła 

Violetta musi ze mną zamieszkać! Nie może męczyć się w tej ruderze! Ona na to nie zasługuje. Właśnie chodzę tymi strasznymi uliczkami i mam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Może to tylko przeczucie? Nieważne... Jutro na szczęście mam wolny dzień od pracy, więc mogę szczerze porozmawiać z Fede. Ostatnio bardzo mnie denerwuje. Wraca późno z imprez kompletnie pijany... Boje się, że może wrócić do swojego starego trybu życia i skończyć, jak mój kochany braciszek. Właśnie wchodzę do domu, gdy z samego wejścia wita mnie wściekły Federico.
- Gdzie byłaś? Jest późno! - Krzyknął, dzięki czemu jeszcze bardziej mnie wkurzył. Postanowiłam brać udział w tej głupiej grze, trochę go pomęczę.
- Na mieście... - Powiedziałam tajemniczo, po czym uśmiechnęłam się zwycięsko. Wiedziałam, że się o mnie martwi, ale co mam ja powiedzieć, kiedy on wraca nad ranem wstawiony? I gdzie tu sprawiedliwość?
- Ludmiła! Mam dosyć tych gierek! Martwiłem się! - Coraz bardziej się denerwował. Czy on mnie w ogóle zna? Mam słabsze nerwy od niego, więc to Fede teraz powinien się bać!
- Żarty sobie ze mnie robisz? To ty coraz częściej wracasz nad ranem pijany, a kiedy ja raz wrócę późno, to się wkurzasz! Mam tego dosyć! 
- Ludmiła... - Jego ton był sto razy spokojniejszy. - Przepraszam, że tak późno ostatnio wracałem, ale... Byłem głupi... I... - Widać było, że gubił się w tym co mówi i zapewne nie wie, jak się wytłumaczyć.
- Nie tłumacz się! Dzisiaj śpisz na kanapie! 
- Ale... - Przerwał, ponieważ wiedział, że niczego nie wskóra. To ja mam twardy charakter, więc on ze mną na dyskusje nie wygra. Jestem pewna, że jutro będzie mnie przepraszał, ale cóż... Chyba ja tu jestem mężczyzną.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Violetta

Choć nie wyspałam się, ze względu na spotkanie z przyjaciółką, to obudziłam się w wyśmienitym nastroju. Tradycyjnie spojrzałam na zegarek.
- Nie! 8.00! Już jestem spóźniona! Szef mnie zabije! - Krzyknęłam sama do siebie. Mój szef nie był łagodnym człowiekiem... -A jeśli mnie zwolni? W bardzo krótkim czasie wykonałam poranne czynności. Bez zjedzenia śniadania, pobiegłam do pizzeri najszybciej, jak mogłam. Kiedy dobiegłam, spojrzał na mnie szef, którego mina nie wyrażała niczego dobrego.
- Castillo! Piętnaście minut spóźnienia! Co to ma znaczyć? - Wykrzyczał patrząc mi prosto w oczy. Tego mogłam się spodziewać...
- Bardzo przepraszam szefie, ale... - Nie zdążyłam dokończyć, ponieważ mi przerwał.
- Od dziś nie jestem twoim szefem! Jesteś nieodpowiedzialna i bezczelna! Zwalniam Cię! - Krzyknął jeszcze głośniej. Znajomi z pracy patrzyli na mnie ze współczuciem. Wybiegłam z pizzeri i zaczęłam płakać. Gdzie ja teraz niby znajdę pracę? Przecież cudem dostałam pracę kelnerki, a teraz ją straciłam... Pięknie! 
Kiedy dotarłam do swojego mieszkania, szybko zadzwoniłam do Ludmiły. W takiej sytuacji, nie mogę z nią zamieszkać. 
- Cześć, Ludmiła...
- O! Violka! Już spakowana? Spokojnie, Fede o wszystkim już wie! - Blondynka podczas rozmawiania, miała zapewne uśmiech na twarzy. 
- Nie, Lu... Nie mogę u Ciebie zamieszkać... 
- Niby dlaczego? Violetta, dobrze wiesz, że ze mną się nie dyskutuje! - Moja przyjaciółka najprawdopodobniej się na mnie wkurzyła. Muszę jej wszystko wyjaśnić.
- Ludmiła... Spóźniłam się dzisiaj do pracy i zostałam zwolniona. Zanim znajdę coś nowego miną miesiące, jak ja niby miałabym się Wam dołożyć do rachunków bez pracy? - To było pytanie retoryczne. Nie mogę przecież w takiej sytuacji z nimi zamieszkać. Federico na sto procent nie chce w domu jakieś przybłędy, na dodatek bez pracy...
- Violetta! Nie denerwuj mnie! W swoim czasie znajdziesz nową pracę, ale dobrze wiesz, że pieniędzy bym od Ciebie nie wzięła. A teraz pakuj się! Przyjadę po Ciebie za godzinę. - Nie zdążyłam zaprotestować, ponieważ blondynka się rozłączyła. Dlaczego ona jest dla mnie taka  dobra? 
Wyjęłam z górnej półki mojej starej szafy walizkę, moją jedną walizkę. Moja garderoba nie była niesamowicie zaopatrzona, dlatego do jednego bagażu, zmieściły się moje wszystkie ubrania. Spakowałam jeszcze wiele innych drobiazgów. Zajęło mi to niecałą godzinę. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Tak jak się domyślałam, była to Ludmiła, która pomogła mi włożyć moją niewielką ilość bagaży do jej luksusowego auta. Jechałyśmy dwadzieścia minut, aż dotarłyśmy na miejsce. Jej! Ludmiła ma piękny dom! Jest ogromny, śnieżnobiały, widnieją na nim duże okna z czarną oprawką. Dach jest płaski, również w kolorze bramy. Przed pięknym budynkiem stoi czarna furtka. Dookoła domu można zauważyć, niewielki, zielony ogród. Widać, że wszystko zostało urządzone w stylu Ludmiły. Kiedy przyjaciółka otworzyła mi drzwi oniemiałam. Mieszkanie w środku wygląda jeszcze lepiej, niż na zewnątrz. Wszystko zostało urządzone w nowoczesnym, eleganckim stylu. Skórzana, biała sofa idealnie łączyła się z szarymi ścianami i czarnymi, połyskującymi meblami. Ludmiła kazała mi iść schodami w górę i pokierować się na lewo.
- To twój pokój. Wszystko Ci odpowiada? - Zapytała, martwiąc się, że miałoby mi coś tutaj się nie podobać. Bardzo mnie, to rozśmieszyło.
- Żartujesz sobie, prawda? - Zapytałam z wyraźnie z ironią, której Ludmiła najwidoczniej nie wyczuła.
- Jest aż tak źle? Jezu... Mówiłam Federowi, żeby przemalował ściany, ale on mnie... - Przerwałam wypowiedź blondynki niekontrolowanym śmiechem.
- Ludmiła! Żartowałam, ten pokój jest piękny. Za bardzo się postarałaś... - Uściskałam swoją przyjaciółkę. Po czym ona się do mnie uśmiechnęła. Nagle usłyszałam dźwięk  otwierających się drzwi.
- A więc... Federico, Violetta. Violetta, Federico. - Przedstawiła nas Ludmiła, podaliśmy sobie ręce, po czym moja przyjaciółka przerwała tą dziwną ciszę.
- Głodni jesteście? - Zapytała. Oboje pokręciliśmy przecząco głową. Nagle blondynka wyjęła z barku czerwone wino. Nalała go do dwóch kieliszków. Podała jeden mnie, a drugi wzięła dla siebie.
- Chcesz mnie opić? - Zapytałam z ironią w głosie. Federico bardzo to rozśmieszyło.
-  Violetta, od jednego lampki wina nikt nie umarł. - Zamoczyłam swoje pełne usta  w bardzo dobrym i zapewne drogim alkoholu. Delektowałam się jego smakiem oglądając jakąś komedie z właścicielami domu.
- Ej, ja też chcę! - Do rozmowy wtrącił się Federico, wskazując na alkohol.
- Nie ma mowy! Lepiej mnie nie denerwuj! Rozmawialiśmy już o tym! - Ludmiła bardzo się zdenerwowała. Cóż, miała powód. Przecież  mówiła, że Fede ma problemy z alkoholem. Po chwili wypiłam jeszcze jedną lampkę, potem kolejną, kolejną... 


_______________________________________________________________________

Tak, tak... Nudny rozdział, nudne zakończenie. Ale  nie martwcie się ;) W piątym rozdziale zacznie się dziać coś złego, ciekawego... Na Leonette musicie sobie jeszcze poczekać. 


Jeśli zerknąłeś/łaś na mojego bloga, zostaw po sobie ślad. To mnie motywuję!



#1 One Shot: "Nowy etap w moim życiu!" cz.1

Oni - Para nastolatków. Tworzyli jedność. Przeżywali wzloty i upadki. Była to -    miłość od pierwszego wejrzenia. Gdy byli razem, znikał ich smutek. Nie chcieli się rozstawać na minutę. Byli pewni, że będą mieć identyczne obrączki na palcu, gromadkę pięknych dzieci i zestarzeją się razem.
Wszystko zmieniło jedno Zdrada...
To On ją zdradził, to On sprawił, że cierpiała. Zrozpaczona kobieta w ciąży nie chciała wsparcia, wyjechała na drugi koniec świata. On z bólem i świadomością wie, że gdzieś żyje Ona i owoc ich miłości, którego płci jeszcze nie znał
                                                                                           TERAZ
On - Jego życie zmieniło się o 360 stopni. Od wyjazdu swojej ukochanej, zaczął topić smutki w alkoholu, stał się bezwzględnym, podłym, chamskim, bogatym człowiekiem. Niestety tylko niewielu wiedziało jak cierpiał, lecz z biegiem czasu, czyli dokładnych szesnastu lat, wszystko zniknęło. Teraz liczą się nastoletnie prostytutki, używki i pieniądze. Tylko tyle...
Ona - Jej życie również nie było piękne. Znalazła mieszkanie w Barcelonie, dostała nie najlepiej płatną pracę. Potem poznała Ezequiela, który nie okazał się być dobrym człowiekiem, jak na początku się wydawało. Bił ją, gwałcił, a ona bezradna nie mogła nic z tym zrobić. Próbowała uciec, ale na marne... Chciała dać swojemu dziecku najlepsze życie. Zoey, bo tak ma na imię jej córka, potrzebowała kochających i wspierających rodziców. Niestety tego nie dostała. Violetta zebrała wszystkie myśli - Leon, Ezequiel, Zoey! Kobietę to przerosło. Popełniła samobójstwo...
_____________________________________________________
Dziewczyna niechętnie wraca ze szkoły. Choć miała spore problemy z nauką i nauczycielami, to wolała siedzieć osiem godzin w szkole, niż pozostałe szesnaście w domu. Nienawidziła Ezequiela. Kilka razy próbował ją zgwałcić, na szczęście nigdy nie doszło de sedna, ponieważ broniła ją matka, która zawsze za to obrywała. Violetta była najważniejszą osobą w jej życiu. Nie miała poza nią nikogo, ojca nigdy nie znała, ponieważ matka nie miała zamiaru mówić cokolwiek o jej rodzicu. Dlatego Zoey nosi nazwisko Castillo. Dziewczyna wiedziała, że dla jej rodzicielki, to trudny temat i z tego powodu nastolatka nie zadręczała matki pytaniami o tatę. Choć zawsze chciała wiedzieć kim jest, jak wygląda, czy za nią tęskni...
Wchodzi do domu, panowała tam grobowa cisza. Myślała, że zastanie tam pijanego Ezequiela, lecz nie było go w domu. Matki również nie zauważyła. Weszła do swojego pokoju i rzuciła plecak na podłogę. Idąc do łazienki, zastała to, co zawróciło jej życie do góry nogami...
_____________________________________________________
Trzydziestotrzyletniego szatyna obudziły słoneczne promienie. Przeciągnął się i otworzył swoje zielone oczy. Spojrzawszy w bok, zauważył wstającą z łóżka siedemnastolatkę, z którą spędził ostatnią noc.
- Mam nadzieję, że Ci się podobało. - Powiedziała uwodzicielskim głosem.
- Może być, ale chętnie zatrzymam sobie Twój numer, Stephie. - Uśmiechnął się, po czym blondynka wyszła z jego wielkiej willi.
Leona Verdasa nie obchodziło to, że dziewczyna nie jest pełnoletnia. Dla niego liczył się tylko seks, nic więcej. Już kilka lat temu zapomniał o córce i narzeczonej. Może poroniła, może ma kogoś... Przez pierwsze lata myślał tylko o niej. Teraz ma to już gdzieś. Przecież to tylko jedna z wielu moich kobiet... Znajomi również wybili mu Violette z głowy, tylko i wyłącznie dla jego dobra. Ludmiła, Federico, Francesca i Marco myśleli, że znajdzie sobie kogoś innego i znowu będzie żył szczęśliwie. Niestety mężczyzna wybrał inną drogę. Leon poszedł do łazienki, wykąpał się, ogolił swój kilkudniowy zrost, wypił szybko kawę, zrobioną przez pomoc domową i wyszedł do swojej niesamowicie dobrze działającej firmy. Verdas jest milionerem, czyli innymi słowy, ma wszystko, czego zapragnie. Podeszła do niego jego asystentka Natalia.
- C-coś pod-dać sz-szefie? - Bardzo bała się Leona. Szatyn był bezuczuciowy i chamski. Natalia była na każde jego zawołanie. Czasami wykonywała pracę, która należy do niego, ale cóż mogła zrobić. Zielonooki płacił jej naprawdę sporo.
- Przynieś do gabinetu kawę z mlekiem. - Warknął na nią.
- Pr-rosze P-a-ana... Nie z-za dużo tek k-kawy? - Zapytała się lekko przestraszona.
- Czy ktoś Cię pytał o zdanie! - Bardzo głośno krzyknął, po czym mocno uderzył swoją asystenkę w twarz. Z jej oczu poleciało kilka łez i szybkim krokiem ruszyła wykonać polecenie swojego szefa.
Leon wiedział, że jest okropny. Nienawidził siebie, ale wyżywanie się na bezbronnych osobach pomagało mu. Czuł się panem świata, czuł, że może wszystko...
_______________________________________________________
Pogrzeb jej matki. Dzień w którym wylała największą ilość łez, zaraz po tym, jak zastała najważniejszą osobę w swoim życiu w wannie...
Z jej wątłej ręki kapała świeża krew, a Zoey zaczęła krzyczeć najgłośniej, jak mogła.
- Mamo! Dlaczego to zrobiłaś? Nie mam teraz nikogo! Rozumiesz? Nikogo!
Wtedy usłyszała kroki, był to Ezequiel, który wściekły wezwał pogotowie. Ale nie dało się nic z tym zrobić...

Ten dzień utkwi w jej pamięci do końca życia. Na pogrzebie była tylko ona. W Barcelonie jej matka nie miała żadnych znajomych, a Ezequiel zapewne się upił... U kogo ona teraz zostanie? To pytanie krąży jej w myślach. Z byłym facetem jej matki nie wytrzyma, nie ma żadnej rodziny... A może warto zrobić, to co zrobiła mama?
Położyła ostatnią różę na grobie Violetty. Postanowiła pójść do domu i poukładać sobie w głowie. W końcu nie wie, co ma ze sobą zrobić.
W domu zastała kompletnie pijanego Ezequiela.
- Gdzie byłaś? - Bełkotał, nie spuszczając wzroku z telewizora.
- Na pogrzebie mamy... - Powiedziała bardzo cicho.
- Dobrze, że ta suka umarła! - Wykrzyknął tak, jakby mówił to sam do siebie, po czym zasnął. Zoey poszła do swojego pokoju, aby wypłakać się w poduszkę. Naglę zauważyła kawałek urwanego papieru obok koszu w jej pokoju. Podniosła kartkę, aby ją wyrzucić, ale odruchowo przeczytała, co zostało na niej napisane.
                                                                                            Kochana Córeczko!
Bardzo Cię przepraszam, że to zrobiłam. Nie powinnam Cię zostawiać, ale już nie   mogę wytrzymać. Proszę Cię, nie postępuj tak, jak ja! Jesteś silna, w przeciwieństwie do mnie... Przed śmiercią postanowiłam napisać Ci ten list, ponieważ chcę abyś wiedziała, że zawszę będę z tobą w sercu i  to, że nie ma mnie na świecie, nie znaczy, że nigdy Cię nie kochałam. Chcę żebyś skontaktowała się ze swoim prawdziwym ojcem. Dopiero teraz chcę Ci to wyznać. Więc... Mieszka w Buenos Aires... Nazywa się...
Dalsza część list listu została najprawdopodobniej urwana. Mój ojciec? Buenos Aires? Muszę wyjechać! Nastolatka była zdruzgotana, ale przez to, że kawałek kartki zniknął może już nie znaleźć taty. Ale wie w jakim mieście mieszka. To już jest połowa sukcesu. Jednak Zoey boi się, że nie będzie chciał jej poznać, że może nie wie o jej istnieniu, że jej nie uwierzy... Ale w stolicy Argentyny jest wiele mężczyzn, niby skąd ma wiedzieć, który jest jej rodzicem? A może go pozna? Wie, że nie może się poddać. To jej ostatnia szansa. Po chwili poszła do łazienki, spojrzała na stłuczone lustro. Spoglądała długo w swoje odbicie. Patrzyła na każdy kawałek jej chudego, trupiobladego ciała, jej duże, zielone oczy, jej mały, szczupły, lekko zakrzywiony nosek, na którym można było zauważyć kilka piegów, jej gęsto rozłożone, ciemne brwi, jej długie, rozpuszczone, brązowe włosy, jej blade dłonie z pomalowanymi na czarno paznokciami, jej wiecznie rumiane policzki, jej ciemno malinowe, niewielkie usta... Ubrana była w długi sweter, spódniczkę sięgającą do połowy ud, podkolanówki i martensy. Wszystko koloru czarnego. Dziewczyna po długiej chwili myślenia, sięgnęła po czarna, skórzaną torebkę i spakowała do niej telefon, pieniądze oraz kurtkę. Kiedy chciała wybiec z mieszkania poczuła ręce, które silnie obejmowały jej talie. Wręcz ściskały jej biodra.
- Nigdzie się nie wybierasz! - Krzyknął były facet jej matki, którego tak bardzo nienawidziła. Czuła, że serce bije jej mocniej. Bardzo się bała. - Zabawimy się, kotku! - Dziewczyna, wykorzystała to, że mężczyzna był pijany i kopnęła go, z całej siły w krocze. - Jeszcze tego pożałujesz! Nigdy nie znajdziesz ojca! Nigdy! - Przerażona nastolatka wybiegła z kamienicy i szybkim krokiem podążała przed siebie. Czyli Ezequiel wie, kto jest moim ojcem... Wiedziała, że on  nigdy jej tego nie powie. Teraz nie wiedziała gdzie ma iść, aż nasunęła się jej pewna myśl. Carmen... Jej dwudziestoletnia przyjaciółka. To jedyna osoba, która wie o jej sytuacji, z resztą sama miała bardzo podobną, a nawet gorszą. 
Brunetka zapukała do drzwi mieszkania swojej przyjaciółka, ta kiedy je otworzyła, bez słowa przytuliła Zoey.
- Tak mi przykro... - Powiedziała Carmen ze łzami w oczach mając na myśli matkę swojej przyjaciółki.  - Była taka dobra... - Nie dokończyła, ponieważ zielonooka podała jej list samobójczy Violetty.
- Czytaj... - Carmen z wytrzeszczonymi oczami, czytała każdy fragment teksu.
- O mój boże, Zoey! Musisz wyjechać do Argentyny! - Dziewczyna westchnęła głośno i spojrzała się na przyjaciółkę pytającym wzrokiem. - Słuchaj, załatwię Ci fałszywy paszport, a masz jakieś pieniądze?
- Tak, mam wszystkie swoje oszczędności... Starczy mi na lot do Buenos Aires, ale jak ja tam sobie dam radę? - Brunetka nie wierzyła w szczęście, że odnajdzie swojego ojca, pierwszego dnia w Buenos Aires. Musi się gdzieś zatrzymać.
- Mam kilku znajomych w Buenos Aires. Mają mieszkanie, ale mówię Ci od razu, że nie jest to żaden pięciogwiazdkowy hotel. Napiszę do kolegi, żeby Cię odebrał z lotniska. - Zoey podarowała Carmen uśmiech i uścisnęła ją najmocniej, jak mogła.
- Tak bardzo Ci dziękuję! Co ja bym bez Ciebie zrobiła? - Z ich oczu poleciało kilka łez, które nawzajem sobie starły.
- W końcu jesteśmy, jak siostry! Kocham Cię!
- Ja Ciebie też!
____________________________________________________________
Zoey właśnie siedzi w samolocie. Nie może się doczekać, aż maszyna, którą nienawidziła się przemieszczać, wreszcie wyląduję. Okropnie jej się nudziło. Nie było tam nikogo, kogo by znała. Jedynie w Argentynie pozna kolegów swojej przyjaciółki. Są to studenci lub niewiele zarabiające osoby, które mieszkają w jednej kawalerce. Nie brzmi to ciekawie, ale dziewczyna jest przyzwyczajona do gorszych rzeczy. Po chwili namysłów, brunetka odpłynęła do krainy morfeusza.
____________________________________________________________
Obudziło ją lekkie szturchnięcie w ramię.
- Proszę się obudzić... Zaraz lądujemy. - Usłyszała cichy głos mężczyzny siedzącego obok niej.
- A... Tak, dziękuję. - Odpowiedziała chłodno.
Kiedy samolot już wylądował, Zoey miała szukać wzrokiem dwudziestokilkuletniego, niskiego bruneta. Kiedy znalazła osobę pasującą do opisu, podeszła do niego.
- Ty jesteś Maxi? - Zapytała się grzecznie, bo równie dobrze mogłaby być to pomyłka.
- Tak! A ty zapewne Zoey? Miło mi Cię poznać. - Wyciągnął w jej stronę rękę. Dziewczyna z lekkim zawahaniem ją uścisnęła. Brunetka nie ufała ludziom, ale miała inne wyjście? Po chwili wzięła swoją torebkę i walizkę z pożyczonymi od Carmen ubraniami. Dziewczyna i chłopak wsiedli do jego samochodu. Podróżowali godzinę. Dzielnica, w której się znajdowali, to zwykłe blokowisko, budynki były bardzo wysokie oraz szare. W okół nich nie widniała żadna roślina, jedynie ledwo żywe, uschnięte już drzewo. Ulica nie wyglądała tak przerażająca, ze względu na piękną pogodę. Deszcz, chłód, czy zimny wiatr w Argentynie był rzadkością. Niestety w budynku nie było windy, dlatego Maxi i Zoey musieli przejść na ósme piętro schodami, chłopakowi utrudniało to, że miał w rękach walizki swojej nowej współlokatorki, które tak bardzo chciał nosić. Cóż, męska duma nie pozwalała mu młodej damie dźwigać walizkę po schodach. Gdy znaleźli się przy drzwiach mieszkania, Maxi otworzył drzwi, po czym grzecznie wpuścił dziewczyne jako pierwszą.
- Rozgość się - uśmiechnął się do niej. Zoey od progu zauważyła kilka butelek po alkoholu, poczuła również nieprzyjemny zapach trunków i papierosów. Ściany były koloru białego, w niektórych fragmentach były popękane. Podłoga była położona, lekko zniszczonymi, brązowymi panelami. Na ścianie widniały wieszaki na kurtki, a pod nią, szafka na buty. Wychodząc z przedpokoju trafiła do salonu, ściany były koloru żółtego i wyglądały lepiej niż w holu. Na środku pomieszczenia rozłożone były śpiwory, a koło nich kilka drewnianych krzeseł i niewielki stolik, przy którym siedziały trzy osoby. Po chwili podszedł do nich Maxi.
- Więc tak... Zoey, ta blondynka to Stephie, chłopak obok to Diego, a ten po prawej, to Alex. - Zapoznał z nimi brunetkę, znajomi Maxiego mniej więcej wiedzieli, w jakim celu Zoey z nimi zamieszka.
Pomimo tego, że mieszkanie nie było piękne, to zielonooka dobrze dogadywała się ze współlokatorami, szczególnie z Maxim i Stephie. Diego ciągle próbował ją rozbierać wzrokiem, a Alex był bardzo cichy, tak jak ona. Po chwili dziewczyna poszła do łazienki. Musiała posiedzieć gdzieś chwilę sama, wiedziała, że jest na drugim końcu świata, wiedziała, że chcę znaleźć swojego ojca. Teraz już nie może się poddać, aczkolwiek cały czas ma przed oczami jej matkę, ten list, krew spływająca z jej ręki... Proszę Cię, nie postępuj tak, jak ja! Jesteś silna, w przeciwieństwie do mnie... Przypomniała sobie słowa Violetty, które dodawały jej wielkiej otuchy. Po chwili do pomieszczenia weszła Stephie.
- Hej... Dlaczego jesteś smutna? - Zapytała się, choć dobrze wiedziała, co jest tego powodem.
- Ja... - Na chwilę sama sobie przerwała. Jej głos wyrażał zawsze smutek. Był zawsze zachrypnięty, cichy, niski... - Boję się...
- Nie musisz się niczego bać! Tylko musisz na siebie uważać, to miasto nie jest bezpieczne, ale z nami dasz sobie radę... Słuchaj, już jest po północy, kładziemy się spać? - Zapytała, przytulając ją.
- T-tak... Tylko się odświeżę. - Powiedziała lekko się uśmiechając. Nie potrafiła ufać ludziom, ale czuła, że na Stephie można polegać. Kiedy blondynka wyszła, brunetka odkręciła ciepłą wodę, wyjęła z torby kosmetyki, wmasowała jabłkowy szampon w skórę głowy. Natomiast ciało umyła jagodowym żelem pod prysznic. Pianę spłukała, wytarła się ręcznikiem. Do spania ubrała lekko, przydużą, zieloną koszulką pożyczoną od Carmen  i czarne, krótkie, dresowe spodenki. Kiedy posprzątała po sobie łazienkę, poszła do salonu, gdzie już wszyscy spali, rozłożyła sobie na podłodze śpiwór, przykryła się kocem i zasnęła z myślą o jutrzejszym dniu. Ja chyba zwariowałam...


                                                                                                               !@#$%^^&^&*(

Nie bijcie, że nie dodałam rozdziału, ale mam dla Was One Shota! Tak, tak, wiem... Violetta nie żyje, nie ma Leonetty. To źle... Ale ten One Shot bardzo mi się podoba! (Doceńcie to, że skasował mi się w piątek w bloggerze i przepisywałam wszystko od nowa!) Mam nadzieję, że Wam też się spodoba! Jak zdążę, to dodam za godzinkę rozdział (Połowa już napisana.). Tak, więc nie bijcie za brak Leonetty w One Shocie.
Jeśli zerknąłeś/łaś na mojego bloga zostaw po sobie ślad. To mnie motywuje!

wtorek, 12 maja 2015

#1 Liebster Blog Award

Jej! Weszłam wczoraj na swojego bloga, a tam zobaczyłam, że zostałam nominowana do LBA (i tak na to nie zasługuje)! Nominowała mnie Marcela Weasley z bloga: http://huncwotko.blogspot.com/ za co jej bardzo dziękuję :) A teraz już przechodzę do sedna.

 PYTANIA:
1. Co lubisz robić w wolnym czasie?
Śpiewać, pisać i czytać opowiadania.

2. Igrzyska Śmierci czy Niezgodna?
Z przykrością stwierdzam, że nie oglądałam żadnego z tych filmów, ani nie czytałam książki. ( Tak... Wiem, że jestem dziwna.) Ale chyba jednak ze względu na fabułę zaciekawiły mnie bardziej "Igrzyska Śmierci".

3. Ulubiona aktorka?
Elizabeth Gillies

4. Ulubiony kolor?
Czarny

5. Taniec czy siatkówka?
Zależy, jaki rodzaj tańca, ale jednak wybieram siatkówkę.

6. Jaki rodzaj muzyki lubisz?
Wszystkie odgałęzienia rocka.

7. Co Cię inspiruję do pisania bloga?
Sytuacje z życia codziennego, różne filmy lub książki.

8. Ulubiony serial?
"Victoria Znaczy Zwycięstwo".

9. Ulubiony kwiatek?
Czerwone róże.

10. Masz rodzeństwo?
Tak, brata i siostrę.

11. Czytasz mojego bloga jeśli tak to co o nim sądzisz? Co powinnam w nim zmienić?
Nie, niestety nie czytam twojego bloga, ale na pewno zajrzę, bo uwielbiam wszystko, co jest związane z HP ;)

Ja nominuję tylko trzy :)

http://i--need-you-in-my-life.blogspot.com

- http://leonetta-moj-swiat.blogspot.com/

- http://leonettax.blogspot.com/

PYTANIA:

1. Twój ulubiony rodzaj filmów?
2. Kiedy się urodziłaś (chodzi mi o miesiąc i dzień, jeśli nie chcesz podawać roku)?
3. Do jakich fandomów należysz?
4. Czy grasz na jakimś instrumencie?
5. Jakie znasz języki obce?
6. Twój ulubiony napój?
7. Jaka jest twoja ulubiona para z "Violetty", oprócz Leonetty?
8. Czy twoi znajomi lub rodzina, wiedzą o tym, że masz bloga?
9. Czy masz jakieś zwierzęta?
10. Lepiej dogadujesz się z osobami od ciebie starszymi, czy młodszymi?

sobota, 9 maja 2015

ROZDZIAŁ 02 "JAKIM CUDEM JA JESZCZE NORMALNIE FUNKCJONUJĘ?"

Była to... Ludmiła! Ludmiła Ferro! Moja stara przyjaciółka! Chwila... Co ją sprowadza do Nowego Yorku? Po chwili blondynka spojrzała na mnie z wytrzeszczonymi oczami, widocznie mnie poznała.
- Vi-iola? Co ty... - Nie dokończyła, ponieważ po chwili mnie przytuliła. Ja oczywiście oddałam uścisk.
- Lu... Tak dawno Cię nie widziałam! J-ja po studiach wyjechałam tutaj i zresztą... Sama widzisz... - Wskazałam na swój roboczy fartuszek. Właśnie! Praca! 
- Ludmiła, przypomniało mi się, że spieszę się do pracy! Kończę o 18.00. Spotkajmy się przy kawiarni za rogiem! - Przyjaciółka nic nie powiedziała tylko pokiwała głową.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


*Leon


Znowu ból głowy, znowu kac... Jakim cudem ja jeszcze normalnie funkcjonuję? Po chwili zadzwonił mój telefon, spojrzałem na wyświetlacz - O nie, ojciec. Odebrałem.
- Słucham - zacząłem niepewnie. 
- Leon! Do jasnej cholery! Wczoraj nie było Cię w pracy, a dzisiaj się spóźniasz! Pięknie! Mam nadzieję, że twoja siostra zrobi z tobą porządek! Nie przesłyszałeś się, wczoraj twoja siostra wyjechała z Buenos Aires, zostaje tu na stałe, a będzie pracować w TWOJEJ firmie.
- Dlaczego nie zapytałeś się mnie o zdanie? W końcu to MOJA firma. - Zdenerwowałem się.
- Dobrze wiesz, że potrzebujesz kogoś do pomocy... Nawet Ludmiła Ci nie wystarczy. Musisz kogoś zatrudnić.
- Myślałem nad tym... -Myślałem nad seksowną blondynką przynoszącą mi kawę... - To cześć... - Rozłączyłem się i zacząłem szykować się do 'pracy'. Wykonałem poranne czynności. Założyłem tradycyjnie garnitur, a swoje perfekcyjne włosy postawiłem na żel. Wychodząc z domu upiłem łyka kawy. 
Kiedy dotarłem na miejsce oniemiałem, w firmie panował istny chaos. Nagle podeszła do mnie moja 'przyjaciółka' Stephie.
- Witamy Pana Prezesa! - Uśmiechnęła się, odpinając guzik od mojej białej koszuli, wiedziałem co ma na myśli. Dotykając ją za pośladki, zaprowadziłem ją do mojego gabinetu. Zamknąłem drzwi na klucz, po czym blondynka zaczęła ściągać ze mnie koszulę. Ja oczywiście jej uległem, pozbyłem się samodzielnie swoich spodni i zdjąłem z niej spódniczkę oraz koszulę. Kiedy byliśmy już nadzy, bez żadnych wstępów wszedłem w nią, ona tylko cicho pojękiwała. Tak to wszystko wyglądało wchodzenie, wychodzenie i koniec. Dla nas liczy się tylko seks, z resztą Steph ma męża. 
- W poniedziałek o tej samej porze? - Zapytała z uśmiechem, ubierając się.
- Jakbyś mnie nie znała. - Zaśmiałem się. Pomyślałem, że muszę zabrać się do tej cholernej roboty. Kiedy dziewczyna wyszła, przeglądałem różne papiery i postanowiłem zamieścić ogłoszenie o stanowisko asystentki w firmie VerdasCreative...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


*Violetta

Już kilka minut temu skończyłam pracować. Mieliśmy dzisiaj okropny ruch, dlatego jestem wyczerpana... Przed chwilą zauważyłam Ludmiłę, na którą wcześniej czekałam, biegnącą w moim kierunku.
- Cześć Violka! Długo na mnie czekałaś? - Zapytała.
- Nie, nie... Tylko kilka minut.- Uśmiechnęłam się.
- Boże! Violetta, nie widziałyśmy się rok! Mamy tyle do obgadania! 
- Pewnie, to może wejdziemy do kawiarni? - Blondynka pokiwała twierdząco głową.
- Dobra, Violka! Opowiadaj... - Ja westchnęłam głośno i zaczęłam opowiadać wszystko, co działo się przez ten czas.
- [...] Tak teraz wygląda moje życie... Dobra, koniec o mnie. Gadaj, co u ciebie...
- A więc, po studiach znalazłam pracę w pewnej firmie, ale z racji, że była bardzo zadłużona, zwolnili kilku pracowników. W tym mnie. Teraz będę pracować w firmie mojego braciszka. Opowiadałam Ci o nim, prawda? - Pokiwałam głową, choć nigdy nie spotkałam Leona... Chyba nie jest, aż taki zły, jak Ludmiła mi opowiadała. Ach... W końcu to brat i siostra. - A! Zapomniałam o najważniejszym! Poznałam kumpla mojego brata, Federico. Spotykamy się od pół roku. Niestety trochę się ostatnio pokłóciliśmy...
- O co poszło? - Zapytałam zaciekawiona.
- Wrócił kompletnie pijany z imprezy... A najgorsze jest to, że balował z moim braciszkiem, Fede podobno kiedyś był taki jak Leon. - Cały czas uważnie ją słuchałam. Chciałabym kiedyś poznać chłopaka mojej przyjaciółki. Nim spojrzałam była godzina 23.00.
- O mój boże! Ludmiła! Muszę się lecieć do domu! Jest późno, a ja jutro pracuję!
- Pracujesz w soboty? Dobra, odprowadzę Cię. - Przewróciłam teatralnie oczami.

Cały czas poruszałyśmy się wąskimi dróżkami. Jak już wcześniej wspominałam ulica, na której mieszkam, nie jest przepełniona przyjaznymi ludźmi. Ludmiła najprawdopodobniej się bała, ale ja już się do tego przyzwyczaiłam. Moja przyjaciółka ma bogatych rodziców, więc może się lekko wystraszyć miejsca, w którym obecnie zamieszkuje. Kiedy byłyśmy już na miejscu, chwyciłam zardzewiałą klamkę drewnianych, zniszczonych drzwi. W środku było zupełnie ciemno. Kiedy próbowałam włącznikiem zapalić lampę, nic się nie zmieniło.
- Dobra, poradzimy sobie bez światła... - Mruknęłam do siebie. Trzymając Ludmiłę za rękę, poruszałyśmy się drewnianymi schodami. Na szczęście udało nam to się, bez żadnego upadku, co mnie bardzo zdziwiło, ponieważ moja przyjaciółka miała na sobie bardzo wysokie buty.  Chwilę po tym otworzyłam drzwi od swojego mieszkania. 
- Mogę wejść? - Zapytała blondynka.
- Jasne, tylko ostrzegam, że nie mieszkam w pałacu... - Oznajmiłam.
Ludmiła od progu zaczęła się przyglądać mojemu mieszkaniu. 
- Mogę skorzystać z toalety? 
- Jasne, to te drzwi na wprost - wskazałam na niewielkie drzwi. Następnie poszłam do kuchni i nalałam z kranu wodę do przezroczystej szklanki. Upiłam łyka.
- Ej, Viola! Ciepła woda mi nie działa...
- Bo od tygodnia nie ma ogrzewania! - Krzyknęłam, aby Lu usłyszała. Po chwili Argentynka wyszła z łazienki.
- Castillo, czy ty naprawdę chcesz tu mieszkać? - Spojrzała na mnie wzrokiem 'Naprawdę?'.
- Nie Ludmiła, nie chcę tu mieszkać, ale co mogę zrobić? Nie stać mnie na lepsze lokum.
- Możesz zamieszkać ze mną! - Powiedziała zadowolona blondynka, a ja oniemiałam.

__________________________________________________________________________

Dwójeczka dodana ;) Może być? Tak... Nie jestem jakąś wybitną pisarką, ale się staram. 
Co do One Shota, którego chcę napisać, mam zamiar zgłosić do konkursu :)
Jeśli zerknąłeś/łaś na mojego bloga, zostaw po sobie ślad. To mnie motywuję!

piątek, 8 maja 2015

Przepraszam!

Tak, tak wiem... Jestem okropna, zła i podła. Rozdział miał być prawdopodobnie w niedzielę, a jest piątek. Nie będę się rozpisywać na temat szkoły i innych obowiązków, których niestety pod koniec roku szkolnego jest sporo ;/ Mam jeszcze niewielki dostęp do internetu. (nie miałam go od poniedziałku do piątku) Rozdział miałam napisać w dwie godziny w poniedziałek i pójść spać, ale nie udało mi się nawet nic wklepać ma Wordzie. Obiecuje, że (WAM) to wynagrodzę.
Next dodam jutro! A next nexta [..] jeśli zdążę, to w niedzielę. Tak, to ma być moje 'wynagrodzenie' xp 
Chciałam tutaj coś napisać do Sandry, która jako jedyna skomentowała rozdział ;)
Bardzo Ci dziękuję Kochana! Tak, wiem, że wszystko, co piszę nie ma ładu, ani składu :) Miałam zamiar wspomnieć tutaj, że kompletnie nie przeszkadza mi twój kom. dotyczący nexta ;) Jest mi bardzo miło, że ktoś czeka na moje rozdziały i przede wszystkim chciałam przeprosić Ciebie! 
PS. Chciałabym jeszcze dodać, że zabieram się również za pisanie ONE SHOTA! Będzie on trochę inny, bo nie występuje tam Violka (Jest tylko wspominana). Z resztą sami niedługo zobaczycie ;)


+PYTANIA

1. Rozdziały mają być pisane z punktu widzenia narratora, czy bohaterów?
2. Czy zmienić wygląd bloga? Jeśli tak, to na jaki?